Recenzja Daniela Podolaka w portalu students.pl

Dorota Masłowska już od czasu pierwszej swojej powieści została ochrzczona przez krytyków jako prawdziwe literackie objawienie na naszym rynku. „Paw Królowej” i wydane po nim dramaty potwierdziły tylko, jak wielką ulubienicą mediów na jeszcze długo zostanie. Najnowsza powieść strąciła koronę z głowy.

 

Główne bohaterki to zbliżające się do trzydziestki i odkrywające sens życia w salonach medytacji, pracownica biurowa Farah i fryzjerka Joanne. Ich życie wydaje się krążyć bezustannie wokół mody, shoppingu, plotek i jogi. Pewnego dnia ich przyjacielską relację przerywa pojawiający się znikąd, zakochany w Joanne mężczyzna. To wydarzenie rzuca cień na znajomość, której fundamentem była żywiona wspólnie antypatia do rodzaju męskiego.

 

Tematycznie najnowsza powieść Masłowskiej skupia się na samotności współczesnego człowieka, żyjącego w sferze hiper-konsumpcji, gadżetów i social mediów. Rzeczywistość przedstawiona ujęta została w estetyce snu, co zawdzięczamy wypełniającym fabułę opisom sennych majaków, w których spotykają się bohaterowie. Pisarka kieruje ostrze krytyki również w kierunku wielu społecznych grup, jak hipsterzy, czy też dzisiejszych artystów, przejeżdżając się również po pokoleniu wychowanym przez Internet, wielkomiejskim życiu a kończąc na samej osobie pisarki, cierpiącej na niemoc twórczą.

 

Dla przykładu fragment, w którym jedna z bohaterek w zabawny, choć dobitny sposób ujmuje stan sztuki współczesnej: „ Wiesz co odstręcza mnie od tworzenia? To, że każdy jeden chłopek-roztropek może nagle zostać artystą. Weźmie toto pączek bazylii, wetknie sobie w cewkę moczową i robi wokół wielkie halo, że to jest jego porąbane dzieciństwo!” W powieści aż roi się od podobnych cynicznych refleksji autorki, które ubrane w odpowiednią szatę językową, wychodzą na korzyść powieści.

Jeżeli chodzi o postaci, to są one płytkie i bezbarwne, desperacko poszukujące możliwości zmiany własnego życia w ubraniach, dietach i liczbie znajomych na facebooku. Cały zabieg jednak szlag trafia, pogrążając bohaterów w coraz to głębszej pustce egzystencjalnej i błądzeniu wśród kiepskiej scenografii rzeczywistości.

W „Kochanie, zabiłam nasze koty” fabuła potraktowana została pretekstowo, bo u Masłowskiej nie na dzianiu się rzecz polega, a na samych słowach i sposobie, w jaki te przedstawiają świat. Szkoda tylko, że w całej tej społecznej satyrze zabrakło czegoś więcej, co sprawiłoby, że powieść zostałaby wyróżniona z tłumu jej współczesnych, w podobnym natężeniu skupiających się na demaskowaniu zachodnio-cywilizacyjnego skażenia. Masłowska trudziła się niemiłosiernie przy pisaniu Kotów, z powodu narastającego oczekiwania w stosunku do jej osoby. Powieść, nad którą pracowała aż siedem lat, miała być owocem jej osobistych dążeń, spełnieniem oczekiwań wobec własnej osoby. Presja w tym przypadku nie wyszła książce na dobre a autorka będzie musiała tym razem jakoś przeżyć bez gromkich oklasków krytyków.

« powrót