"Książka na weekend"w portalu wszczecinie.pl

Konsumpcja rzeczywistości

 

„Przyjaźń przez Facebook, sport na konsoli, seks przez kamerkę, wychowywanie dzieci przez Skype`a” to opis współczesnych obyczajów, który autorka wplotła w dość gęstą narrację. Konsumujemy zatem rzeczywistość, szukając wciąż mocniejszych wrażeń, w miarę możliwości unikając wszelkiego wysiłku (także umysłowego) i tak jest niemal wszędzie.  Choć  miejscem akcji jest Bath, to równie dobrze mogłaby nim być Polska, o której jedna z bohaterek mówi, że „to taki kraj w byłej Jugosławii”.

Farah i Joanne to przyjaciółki, które przebywają ze sobą i zwierzają się z własnych problemów (najczęściej na kawie w „kompletnie trendowym Bad Berry”). Wydawałoby się, że dobrze się rozumieją i nawet obiecują sobie nie mieć więcej „żadnych chromolonych chłopaków”.  Kiedy jednak, pracująca w salonie fryzjerskim, Joanne, poznaje pewnego hungarystę, wówczas Farah zostaje odstawiona na boczny tor. Próbuje jeszcze zwrócić na siebie uwagę, dramatycznie stara się przypomnieć o swoim istnieniu, ale czuje się coraz bardziej samotna. Ratunkiem wydaje się spotkanie z dość ekscentryczną artystką Go...

 

Strzeżcie się

 

”Kochanie... „ to zabarwiony humorem szkic do portretu generacji współczesnych 30-latków, w którym autorka ironizuje na temat powierzchownego życia, modnych miejsc i uznawanych za właściwe zachowań, ze świata, w którym jednostki nieprzystosowane, po prostu są eliminowane na własne życzenie. ”Strzeżcie się wszyscy niepijący, niepalący, nieatrakcyjni seksualnie, neurotyczni, zaburzeni, pogrążeni w depresjach, (...) Kryjcie się nieopaleni, nieposypani brokatem, nieumiejący piszczeć, ciężarni, poruszający się na wózkach, ci z celulitem i nadmierną potliwością, bulimicy...”. Nie ma tu dla was miejsca.

 

Nieuchwytna materia

 

Masłowska oczywiście raczy czytelnika sporą dawką swego, tak dla niej charakterystycznego, słowotwórstwa , a poza tym znajdziemy w „Kochanie...” swego rodzaju refleksję dotyczą procesu tworzenia. Sama  zresztą opisuje swoje zmagania z oporną  i nieuchwytną materią powstającej powieści, a Go aplikuje nam taką o to opinię: „Piszę opowiadanie i po jednym zdaniu myślę sobie: hejże, nie będę tu siedzieć jak głupia i opisywać czegoś, co w ogóle nie istniał, skoro wokół jest tyle ciekawszych rzeczy: koncertów, wystaw i zwariowanych popijawek, które w najlepsze sobie istnieją”

W sumie  jest to lektura o mniejszym nieco ciężarze gatunkowym. Nie znaczy to jednak, że Masłowska obniżyła loty. Nawet w takiej, bardziej swobodnej i zdawałoby się lekko niedopracowanej formie, daje czytelnikowi dawkę  konkretnej i bynajmniej nie błahej strawy intelektualnej.

« powrót